Pobiegł w kierunku, z którego usłyszał urywki słów.
Stanął w drzwiach przytulnej kuchni z jego snu. Dziewczyna, która wczoraj go
wpuściła zamiatała odłamki szkła. Spostrzegł, że był tam też chłopak....
Chłopak z jego snu. Gdy dowiedział się, co się wydarzyło, został zaproszony na śniadanie.
Chętnie przyjął zaproszenie i usiadł do stołu. Tego samego stołu z jego snu....
Rozmawiali przy stole tak samo pogodni jak w jego śnie... Dowiedział się, że
dziewczyna nazywa się Clara, a chłopak Luke. Clara pozwoliła mu u nich zostać
do momentu, kiedy nie znajdzie sobie jakiejś pracy. Ucieszył się. Zastanawiał
się też, czy to był zwykły zbieg okoliczności. Ten sen w końcu się sprawdził,
czyli tak jakby wyśnił przyszłość....
*******
Po gabinecie rozległo się ciche pukanie do drzwi.
"Wejść"- Powiedział głęboki, męski głos. Drzwi otworzyły się, a przez nie do pokoju weszła jakaś kobieta.
"Panie...."
"Streszczaj się."-Skarcił ją ten sam głos.
"Panicz Jake...."
"Kobieto! Wyduś to z siebie wreszcie!"
"Panicz Jake odszedł..."- Kobieta zwinnie uniknęła lecącej, szklanej figurki konia, która roztrzaskała się o drzwi.
"Wynocha!"- Krzyknął zdenerwowany mężczyzna. Kobieta szybko wyszła z gabinetu, a gdy tylko drzwi się zamknęły odezwał się chłopak, który przez całe to zajście patrzył się tylko w okno.
"Mógłbyś być trochę dla nich milszy."
"Jak mam być dla nich miły skoro uważają mnie za takiego idiotę, że przychodzą parę dni po jego zniknięciu i mi to obwieszczają, bo myślą, że o niczym nie wiem?!"
"Uspokój się trochę. Napijmy się czegoś."-Odrzekł spokojnie chłopak podchodząc do barku.
"Jak ty wiecznie możesz być taki spokojny i miły? Dlaczego nie pokażesz się od tej strony, którą kochasz?"
"A po co mam to od razu ujawniać?"-Postawił przed mężczyzną drinka, a sam znowu podszedł do okna, aby obserwować świat zza niego.
"Żeby ludzie mieli do ciebie szacunek."
"Do każdego człowieka powinno się mieć szacunek. Ja ujawniam moją prawdziwą osobowość tylko tym, którzy tego szacunku nie mają. Wiesz gdzie teraz jest?"
"Jake? Nie martw się. Jest w mojej "klatce"."
"To co teraz robi?"
"Idzie ulicą. Wygląda o wiele lepiej niż wcześniej. Wygląda prawie jak on jeszcze sprzed tamtej tragedii. Czekaj. Puka do jakiegoś domu. Chyba nikt mu nie otwo.... A jednak otworzyła jakaś dziewczyna i wszedł do środka."
"Co teraz robią?"
"Ja.... Ała.... Nie.... Wiem..."-Przycisnął palce do skroni.- "Nie mogę się dostać do środka... Potężna magia..."- Przestał się na tym skupiać. Popijał drinka.- "Nie mogę się tam dostać, sprawia mi to ból."
"Wiesz jaka to magia?"
"Niech pomyślę... Nigdy wcześniej takiej nie spotkałem... Cwaniaczek z tej naszej ptaszyny, że zna kogoś tak potężnego...."- Sięgnął po księgę, która leżała w jego biurku.
"Co to?"
"W tej księdze są opisane różne rodzaje magii."- Powiedział przewracając kartki.
"Skąd on może znać kogoś tak potężnego, że łamie twój czar?"
"Nie wiem... Ale wiem już co to za rodzaj magii..."- Spojrzał na chłopaka przerażony.
"Co ci jest? Nie rób takiej miny tylko mów."
"To jest... To najpotężniejsza magia ze wszystkich...."- Ostatnie słowa wypowiedział bardzo cicho, prawie szeptem.
"C-co?!"- Wykrzyknął chłopak zadławiając się przy tym swoim drinkiem.- "Przecież to nie możliwe!"
"Sam nie wiem o co w tym chodzi..."
"Przecież..... Przecież ona już nie istnieje. Dokładnie dwanaście lat temu został zabity osta... Jak?"- Mówił chaotycznie.
"Nie wiem... Wiem tyle, że będzie mały problem z zabraniem go do domu, jeśli wiedzą kim jest."
"Mały?! Ty to nazywasz MAŁYM problemem?! Nie pamiętasz ile potężnych ludzi musiało zginąć, żeby zabić tego "niby" ostatniego?! A oni byli potężniejsi od nas! A i tak ginęli! Nie rozumiesz tego?! Już po nas!"
"Boże.... Świat zwariował.... Nie jesteś spokojny.... To wróży najgorszą przygodę w naszym krótkim życiu, bo pewnie w niej zginiemy..."
"Po prostu dajmy sobie z tym siana!"
"Jak nie umrzemy w walce o niego, to umrze z rąk naszych zleceniodawców!"
"To wolę umrzeć z ich ręki, niż bym miał mierzyć się z tą magią! Czekaj.... Przecież to jest potężna magia... Jak mogli ukryć jej użytkownika? Przecież oni są ogromni!"
"Nie mogę uwierzyć, że mam pod sobą takiego idiotę jak ciebie! Przecież to najpotężniejsze istoty na całym świecie! Mają najpotężniejszą magię! Myślisz, że trudno im sie jest zamienić w jakiegoś zwierzaka domowego, lub człowieka?!"
"Odwal się ode mnie!"-Krzyknął chłopak wychodząc z gabinetu, przy czym mocno zatrzasnął za sobą drzwi...
"Mamy przeje..."
"Ojcze. Nie martw się."-Przerwał mu głos. Nie byle jaki głos. To był głos jego córki.....
"Skąd ty tu się...."
"Spokojnie. Sprowadzę go. Nie ma mnie u ciebie w gabinecie ani w domu wiec nie rozglądaj się głupkowato! To telepatia idioto!"
"Jak ty się do ojca odzywasz?!"
"Normalnie i nie pouczaj mnie, bo zaraz się rozmyślę i sprowadzenie go będzie twoim problemem."
"Przecież, jeśli nie wróci to ty też źle na tym skończysz."
"Głupi jesteś czy jak? Mam cie pod sobą! A w dodatku mam swoje sposoby i wtyki, żeby zapewnić sobie nietykalność!"
"Idź w cholerę."-Powiedział pod nosem mężczyzna.
"Masz pięć sekund żeby mnie przeprosić w przeciwnym razie poniesiesz konsekwencje swojej niewyparzonej gęby."
"Spadaj."
"Pięć... Cztery.... Trzy.... Dwa.... Jeden.... Czas minął, teraz poniesiesz konsekwencję."
"Ale..." Język stanął mu kołkiem. Nie mógł wydusić z siebie słowa.
"To teraz nic mówić już nie będziesz."- Miała rację, bo to ona wynalazła to skomplikowane zaklęcie, które włada ciałem, gdy miała zaledwie cztery lata... Potwór.... Teraz potrafiła władać nawet najmniejszym mięśniem swojej ofiary. Mogła zrobić, co chciała z jego ciałem. To była przerażająca myśl. Cieszył się, że skończyło się na języku.
"Mam nadzieję, że trochę zmądrzejesz. A teraz lecę mój "kochany tatusiu""- Ostatnie słowa wypowiedziała z wyraźna nutą ironii w głosie.
"Wejść"- Powiedział głęboki, męski głos. Drzwi otworzyły się, a przez nie do pokoju weszła jakaś kobieta.
"Panie...."
"Streszczaj się."-Skarcił ją ten sam głos.
"Panicz Jake...."
"Kobieto! Wyduś to z siebie wreszcie!"
"Panicz Jake odszedł..."- Kobieta zwinnie uniknęła lecącej, szklanej figurki konia, która roztrzaskała się o drzwi.
"Wynocha!"- Krzyknął zdenerwowany mężczyzna. Kobieta szybko wyszła z gabinetu, a gdy tylko drzwi się zamknęły odezwał się chłopak, który przez całe to zajście patrzył się tylko w okno.
"Mógłbyś być trochę dla nich milszy."
"Jak mam być dla nich miły skoro uważają mnie za takiego idiotę, że przychodzą parę dni po jego zniknięciu i mi to obwieszczają, bo myślą, że o niczym nie wiem?!"
"Uspokój się trochę. Napijmy się czegoś."-Odrzekł spokojnie chłopak podchodząc do barku.
"Jak ty wiecznie możesz być taki spokojny i miły? Dlaczego nie pokażesz się od tej strony, którą kochasz?"
"A po co mam to od razu ujawniać?"-Postawił przed mężczyzną drinka, a sam znowu podszedł do okna, aby obserwować świat zza niego.
"Żeby ludzie mieli do ciebie szacunek."
"Do każdego człowieka powinno się mieć szacunek. Ja ujawniam moją prawdziwą osobowość tylko tym, którzy tego szacunku nie mają. Wiesz gdzie teraz jest?"
"Jake? Nie martw się. Jest w mojej "klatce"."
"To co teraz robi?"
"Idzie ulicą. Wygląda o wiele lepiej niż wcześniej. Wygląda prawie jak on jeszcze sprzed tamtej tragedii. Czekaj. Puka do jakiegoś domu. Chyba nikt mu nie otwo.... A jednak otworzyła jakaś dziewczyna i wszedł do środka."
"Co teraz robią?"
"Ja.... Ała.... Nie.... Wiem..."-Przycisnął palce do skroni.- "Nie mogę się dostać do środka... Potężna magia..."- Przestał się na tym skupiać. Popijał drinka.- "Nie mogę się tam dostać, sprawia mi to ból."
"Wiesz jaka to magia?"
"Niech pomyślę... Nigdy wcześniej takiej nie spotkałem... Cwaniaczek z tej naszej ptaszyny, że zna kogoś tak potężnego...."- Sięgnął po księgę, która leżała w jego biurku.
"Co to?"
"W tej księdze są opisane różne rodzaje magii."- Powiedział przewracając kartki.
"Skąd on może znać kogoś tak potężnego, że łamie twój czar?"
"Nie wiem... Ale wiem już co to za rodzaj magii..."- Spojrzał na chłopaka przerażony.
"Co ci jest? Nie rób takiej miny tylko mów."
"To jest... To najpotężniejsza magia ze wszystkich...."- Ostatnie słowa wypowiedział bardzo cicho, prawie szeptem.
"C-co?!"- Wykrzyknął chłopak zadławiając się przy tym swoim drinkiem.- "Przecież to nie możliwe!"
"Sam nie wiem o co w tym chodzi..."
"Przecież..... Przecież ona już nie istnieje. Dokładnie dwanaście lat temu został zabity osta... Jak?"- Mówił chaotycznie.
"Nie wiem... Wiem tyle, że będzie mały problem z zabraniem go do domu, jeśli wiedzą kim jest."
"Mały?! Ty to nazywasz MAŁYM problemem?! Nie pamiętasz ile potężnych ludzi musiało zginąć, żeby zabić tego "niby" ostatniego?! A oni byli potężniejsi od nas! A i tak ginęli! Nie rozumiesz tego?! Już po nas!"
"Boże.... Świat zwariował.... Nie jesteś spokojny.... To wróży najgorszą przygodę w naszym krótkim życiu, bo pewnie w niej zginiemy..."
"Po prostu dajmy sobie z tym siana!"
"Jak nie umrzemy w walce o niego, to umrze z rąk naszych zleceniodawców!"
"To wolę umrzeć z ich ręki, niż bym miał mierzyć się z tą magią! Czekaj.... Przecież to jest potężna magia... Jak mogli ukryć jej użytkownika? Przecież oni są ogromni!"
"Nie mogę uwierzyć, że mam pod sobą takiego idiotę jak ciebie! Przecież to najpotężniejsze istoty na całym świecie! Mają najpotężniejszą magię! Myślisz, że trudno im sie jest zamienić w jakiegoś zwierzaka domowego, lub człowieka?!"
"Odwal się ode mnie!"-Krzyknął chłopak wychodząc z gabinetu, przy czym mocno zatrzasnął za sobą drzwi...
"Mamy przeje..."
"Ojcze. Nie martw się."-Przerwał mu głos. Nie byle jaki głos. To był głos jego córki.....
"Skąd ty tu się...."
"Spokojnie. Sprowadzę go. Nie ma mnie u ciebie w gabinecie ani w domu wiec nie rozglądaj się głupkowato! To telepatia idioto!"
"Jak ty się do ojca odzywasz?!"
"Normalnie i nie pouczaj mnie, bo zaraz się rozmyślę i sprowadzenie go będzie twoim problemem."
"Przecież, jeśli nie wróci to ty też źle na tym skończysz."
"Głupi jesteś czy jak? Mam cie pod sobą! A w dodatku mam swoje sposoby i wtyki, żeby zapewnić sobie nietykalność!"
"Idź w cholerę."-Powiedział pod nosem mężczyzna.
"Masz pięć sekund żeby mnie przeprosić w przeciwnym razie poniesiesz konsekwencje swojej niewyparzonej gęby."
"Spadaj."
"Pięć... Cztery.... Trzy.... Dwa.... Jeden.... Czas minął, teraz poniesiesz konsekwencję."
"Ale..." Język stanął mu kołkiem. Nie mógł wydusić z siebie słowa.
"To teraz nic mówić już nie będziesz."- Miała rację, bo to ona wynalazła to skomplikowane zaklęcie, które włada ciałem, gdy miała zaledwie cztery lata... Potwór.... Teraz potrafiła władać nawet najmniejszym mięśniem swojej ofiary. Mogła zrobić, co chciała z jego ciałem. To była przerażająca myśl. Cieszył się, że skończyło się na języku.
"Mam nadzieję, że trochę zmądrzejesz. A teraz lecę mój "kochany tatusiu""- Ostatnie słowa wypowiedziała z wyraźna nutą ironii w głosie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz